- Wszystko jedno jak Nie o to chodzi
tynki |Imielin |drzwi wewnętrzne

„— Wszystko jedno jak... Nie o to chodzi — odszepnął. — To profesor... Grunt że ma zawiązane oko...
— Niech pan ze mną leci tam!
Znowu zupełna cisza, korytarz w kształcie podkowy — po prawej ręce migotały żarzące się kinkiety... Wtem w głębi wyrósł trzeci bileter, staruszek z siwym przystrzyżonym wąsem; trzymał w ręku program.
— Panie Ignaś — dał się słyszeć szept. — Czy ma pan u siebie gościa, co ma podwiązane oko białą przepaską
— Czarną — poprawił Leon.
— Bo co się stało...
— Nagły wypadek... Ten pan ze szpitala... Powiada, że tu chodzi o życie ludzkie...
—Jest taki, ale to po drugiej stronie...
— Proszę go wywołać na korytarz... to profesor... Nieważne, jak się nazywa, ha. Byleby mógł z nim zamie...nić dwa... słowa — szeptał Leon już cokolwiek zdyszany. Spieszyli w drugi koniec zaokrąglonego korytarza. Kinkiety jarzyły się, zaś teraz po prawej ręce bielały drzwi, drzwi, drzwi... Wymachując programem, staruszek biegł już truchtem. Na programie znów widniało to same zdjęcie — kobiecy orli nos. Naraz przed nimi zabłyszczał pozłacany numer jakiejś loży. — To tu — posłyszał Wachicki. Drzwi z numerem uchyliły się i staruszek na palcach znikł za nimi. Ale szpara pozostała. I wtedy z widowni doszły dźwięki fortepianu. Widocznie to nie był jednak Szekspir, raczej szła sztuka obyczajowa chyba, ze wstawkami muzycznymi. W szparze widniał kawałek sceny. Oświetlona skrzyżowanymi promieniami reflektorów stała na niej młoda kobieta w bufiastej granatowej, a pstrej sukience mieszczki. Dziwne, mimowolnie pomyślał Leon, przecie widzę dziecko, które kołyszy w ramionach, a dziecka... a zarazem dziecka nie ma!“(5)



NOD |Budowa domu |Klasery na wizytówki